— Mój mąż, Janusz, walczy ze szpiczakiem plazmocytowym, groźnym nowotworem krwi — wyznała Danuta Stenka w nagraniu, które obiegło Polskę. Szansą wskazywaną w tej sytuacji jest terapia CAR-T, określana często jako "żywy lek". — Ten ratunek wyceniono na prawie dwa miliony — przyznaje Stenka. Mechanizm tej metody, powody jej ceny oraz rokowania przy szpiczaku plazmocytowym omawia w rozmowie z Medonetem profesor Krzysztof Giannopoulos.

Mąż Danuty Stenki walczy z nowotworem krwi. Ratunek kosztuje fortunę. Profesor mówi dlaczego

Najpierw u Janusza Grzelaka, w połowie września, pojawił się ból obejmujący cały kręgosłup. Zabiegi fizjoterapeutyczne i masaże nie przyniosły poprawy, a późniejsze objawy skierowały diagnostykę na rezonans. "Potem doszedł jeszcze ból w jamie brzusznej i wtedy Janusz dostał skierowanie na rezonans. Badania pokazały kilka guzów, jeden w okolicy kręgosłupowej, a drugi po prawej stronie jamy brzusznej. Wstępnie lekarze rozpoznali chłoniaka, ale prawda okazała się dużo gorsza" — pisze aktorka na stronie zbiórki siepomaga.pl.

Diagnoza Janusza Grzelaka

Rozpoznanie pojawiło się pod koniec października: szpiczak plazmocytowy, nazywany także szpiczakiem mnogim, czyli złośliwy nowotwór układu krwiotwórczego. W tej chorobie plazmocyty, jeden z typów komórek odpornościowych, od których pochodzi nazwa nowotworu, zaczynają namnażać się bez kontroli i zajmują miejsce prawidłowych komórek szpiku. Wraz z szybkim przyrostem zmienionych chorobowo komórek narasta uszkodzenie szpiku kostnego, przez co organizm coraz trudniej wytwarza zdrowe komórki krwi. Konsekwencją są między innymi uszkodzenia kości.

Danuta Stenka opisała także stan męża po rozwoju choroby. "Choroba zniszczyła jego [męża] nerki i uszkodziła dwa kręgi w kręgosłupie, a także staw panewki biodrowej. Z tego powodu Janusz jest unieruchomiony w łóżku" — przyznaje Danuta Stenka. Chwilę, w której rodzina usłyszała diagnozę nowotworową, aktorka przedstawiła następująco: "Nikt nie jest gotowy na taką wiadomość. Jako rodzina wiedziałyśmy, że choroba nie wybiera, ale kiedy dotyka jedną z najbliższych ci osób, czujesz, jakby zatrzymał się twój cały świat. Przede wszystkim jednak poczułyśmy ogromny strach, że niedługo nie będziemy mogły tworzyć z Januszem żadnych nowych wspomnień, bo choroba nam go odbierze…".

Szpiczak w Polsce

Jak czytamy w Medonecie, wśród nowotworów krwi rozpoznawanych w Polsce szpiczak plazmocytowy zajmuje drugie miejsce pod względem częstości. Obecnie choruje na niego w kraju około 10 tys. osób, a co roku przybywa następnych 2-2,5 tys. rozpoznań. U mężczyzn choroba występuje 1,5-2 razy częściej niż u kobiet.

Rozwój szpiczaka zwykle przebiega wolno, a choroba przez długi czas może pozostawać niezauważona. Jej symptomy najczęściej nie są swoiste. Rzadziej rozpoznaje się objawy niewydolności nerek, w tym uogólnione obrzęki, albo podwyższone stężenie wapnia.

Perspektywy leczenia szpiczaka plazmocytowego są dziś znacznie lepsze niż dawniej. — Według danych amerykańskiego rejestru SEER w latach 70. pięcioletnie przeżycie względne wynosiło około 26 proc., a obecnie, na podstawie danych dotyczących pacjentów diagnozowanych w latach 2016-2022, wynosi 63,7 proc. — w rozmowie z Medonetem zauważa prezes Polskiego Towarzystwa Hematologicznego i Transfuzjologicznego, prof. dr hab. n. med. Krzysztof Giannopoulos. — Co ważne, te statystyki nie pokazują jeszcze pełnych korzyści wynikających z najnowszych terapii, takich jak przeciwciała dwuswoiste czy CAR-T. — Mamy więc podstawy, by oczekiwać dalszej poprawy wyników leczenia.

Specjalista zwraca jednak uwagę, że przebieg szpiczaka nie jest u wszystkich pacjentów taki sam. — U części pacjentów uzyskujemy wieloletnie remisje, u innych choroba przebiega bardziej agresywnie. Rokowanie zależy przede wszystkim od biologii nowotworu, stanu pacjenta i odpowiedzi na leczenie. Dlatego statystyki populacyjne nie pozwalają przewidzieć przebiegu choroby u konkretnej osoby.

CAR-T i komórki odpornościowe

W poszukiwaniu możliwości leczenia rodzina zapytała lekarzy o realną szansę na zatrzymanie choroby. — Zapytałyśmy lekarzy wprost, czy istnieje realna szansa na pokonanie choroby i czy Janusz może z tego wyjść. Okazało się, że taką nadzieję daje terapia Car-T Cell — wspomina Danuta Stenka. Metoda ta należy do najbardziej zaawansowanych sposobów leczenia nowotworów krwi i bywa określana jako żywy lek, ponieważ wykorzystuje komórki odpornościowe chorego przeciwko nowotworowi.

— Pobieramy od chorego limfocyty T, które następnie modyfikujemy genetycznie, by rozpoznawały i niszczyły komórki szpiczaka. Po podaniu mogą się one namnażać i przez dłuższy czas działać przeciwnowotworowo. Dlatego mówimy o "żywym leku"

— tłumaczy prof. Krzysztof Giannopoulos.

 

źródło: medonet.pl

0
0
0