Menu

  • Wydarzenia
  • Sport
  • Biznes
  • Kultura
  • Beskidy 112
  • Przyroda
04.07.2025 20:47
Autor: RED.
Kategoria: Zdrowie

Tę amebę trudno zdiagnozować

Na Słowacji życie stracił 11-letni Tomaszek, zarażony niezwykle rzadką i śmiertelną amebą Naegleria fowleri, znaną jako "ameba zjadająca mózg". Śmierć chłopca przypomniała o istnieniu tego niemal niewidzialnego zagrożenia.

— W przypadku takich pacjentów, jak ten chłopiec, pojawiają się ogromne trudności diagnostyczne. Jeśli diagnoza zostanie w końcu postawiona, to najczęściej jest już za późno. Nierzadko zakażenie rozpoznaje się dopiero pośmiertnie — mówi dr hab. Marcin Padzik z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego w rozmowie z Medonetem.

Ameby, których nie uczą w szkołach

Naegleria fowleri to tylko jedna z licznych ameb zaliczanych do grupy wolnożyjących pierwotniaków, które w sprzyjających warunkach mogą stać się śmiertelnie niebezpieczne dla człowieka. Jak wyjaśnia dr Padzik, w przyrodzie istnieją tysiące gatunków ameb, ale tylko kilka z nich, w tym Naegleria, Acanthamoeba, Balamuthia i Sappinia, wykazuje potencjalną zdolność do wywoływania chorób u ludzi.

Naegleria fowleri, odpowiedzialna za śmierć Tomaszka, jest szczególnie groźna. Ten mikroskopijny organizm, bytujący w ciepłych wodach, może wniknąć do ludzkiego organizmu przez nos, a następnie przedostać się do mózgu, wywołując pierwotne zapalenie mózgu i opon mózgowych (PAM). Choroba rozwija się błyskawicznie i w większości przypadków kończy się zgonem.

— Paradoksalnie, Naegleria fowleri nie jest pasożytem w klasycznym rozumieniu tego słowa. Nie jest "zaprogramowana" na zabijanie swojego gospodarza. Jednak, gdy znajdzie się w ludzkim organizmie, wywołuje reakcję, która jest dla nas śmiertelna — tłumaczy ekspert w rozmowie z Medonetem.

Rzadziej niż piorun, częściej niż wygrana w totolotka

Na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat na świecie odnotowano niespełna 500 przypadków zakażeń Naeglerią fowleri. To liczba porównywalna do statystyk dotyczących osób porażonych piorunem. — W tym samym czasie więcej ludzi wygrało w totolotka — podkreśla dr Padzik, uspokajając, że ryzyko zakażenia jest minimalne.

Mimo to, rzadkość występowania tej choroby jest jedną z głównych przyczyn trudności diagnostycznych. Lekarze często nie są przygotowani na rozpoznanie zakażenia, a brak odpowiednich narzędzi diagnostycznych sprawia, że przypadki takie jak ten w Štúrovie diagnozowane są zazwyczaj dopiero po śmierci pacjenta.

— W większości przypadków przyczynę zgonu klasyfikuje się jako zakażenie układu nerwowego o nieznanej etiologii. Możliwe, że przypadków Naegleriozy było w rzeczywistości więcej, ale nie zostały one poprawnie zidentyfikowane — dodaje ekspert.

Leczenie: wyścig z czasem i brak pewności

Nawet w przypadku wczesnego rozpoznania, skuteczne leczenie Naegleriozy pozostaje wyzwaniem. — Brakuje ustalonych schematów terapeutycznych, ponieważ przypadki są zbyt rzadkie, aby prowadzić szeroko zakrojone badania kliniczne — wyjaśnia dr Padzik.

Lekarze eksperymentują z różnymi terapiami, w tym z użyciem miltefozyny, stosowanej w leczeniu leiszmaniozy, oraz amfoterycyny B, leku przeciwgrzybiczego. Stosowane są również okłady chłodzące, mające zmniejszyć obrzęk mózgu. Jednak sukcesy są sporadyczne, a większość pacjentów umiera w ciągu kilku dni od wystąpienia objawów.

— Nawet gdyby Tomaszek został zdiagnozowany wcześniej, szanse na jego uratowanie byłyby minimalne. Choroba postępuje bardzo szybko i najczęściej kończy się śmiercią w ciągu kilku do kilkunastu dni — przyznaje ekspert.

Sezonowa choroba młodych i zdrowych

Zakażenia Naeglerią fowleri występują głównie latem, gdy temperatura wody w zbiornikach znacznie wzrasta. Ryzyko dotyczy osób kąpiących się w ciepłych, stojących wodach, takich jak jeziora czy baseny. Co ciekawe, większość przypadków dotyczy ludzi młodych, zdrowych i aktywnych.

— To pewien paradoks, że choroba ta dotyka głównie osoby w pełni sił — zauważa dr Padzik. — Na przykład na Kostaryce zmarło dziecko, które kąpało się w hotelowym basenie. Rodzice po tej tragedii założyli fundację wspierającą badania nad amebami wolnożyjącymi i edukującą społeczeństwo o zagrożeniach.

Czy można się chronić?

Choć przypadki Naegleriozy są ekstremalnie rzadkie, eksperci zalecają ostrożność podczas kąpieli w ciepłych, otwartych zbiornikach wodnych. Amerykańskie CDC (Centers for Disease Control and Prevention) sugeruje unikanie zanurzania głowy pod wodą lub stosowanie zatyczek do nosa.

— Chciałbym uspokoić wszystkich. Ryzyko zakażenia jest naprawdę znikome. Większość ludzi, którzy mieli kontakt z amebami, nawet nie zachorowała, co potwierdza obecność przeciwciał w ich organizmach — podsumowuje dr Padzik.

 

źródło: medonet.pl

Copyright ©2026 Beskidy News


pełna wersja