Menu

  • Wydarzenia
  • Sport
  • Biznes
  • Kultura
  • Beskidy 112
  • Przyroda
06.05.2026 17:22
Autor: RED.
Kategoria: Zdrowie

Utknęli na statku z hantawirusem. Lekarz pokładowy szacuje, ile to potrwa. "Sytuacja jest trudna"

Na pokładzie statku wycieczkowego MV Hondius, na którym podejrzewa się ognisko hantawirusa, sytuacja zaostrza się – zarówno pasażerowie, jak i załoga mogą być zmuszeni do pozostania na jednostce nawet przez dwa miesiące, aż minie okres inkubacji patogenu. Lekarz Sebastian Borowicz-Konieczny, który od 2022 r. pełni funkcję lekarza pokładowego, wyjaśnia w rozmowie z Medonetem, z jakimi wyzwaniami mierzą się obecnie osoby przebywające na statku.

Ostatnie raporty wskazują, że siedem osób podróżujących MV Hondius zostało zainfekowanych hantawirusem. Statek wypłynął z Argentyny, a jego celem miały być prawdopodobnie Wyspy Kanaryjskie. Wśród zakażonych troje pasażerów zmarło, jedna osoba walczy o życie, a pozostałe trzy przechodzą chorobę w łagodniejszej postaci. Jednostka nie dotarła do portu docelowego i obecnie znajduje się w rejonie Wysp Zielonego Przylądka. Zarówno podróżni, jak i obsługa nie mają możliwości zejścia na ląd, jednak otrzymują wsparcie medyczne. Sytuacja jest pod stałą obserwacją Światowej Organizacji Zdrowia.

Lekarz Sebastian Borowicz-Konieczny, który od czterech lat regularnie pracuje na statkach wycieczkowych, podkreśla, że warunki, w jakich znaleźli się pasażerowie, są wyjątkowo trudne. — Myślę, że nie będą mogli zejść na ląd, do czasu, aż nie skończy się okres wylęgania od ostatniego potencjalnego przypadku — ocenia dla Medonetu.

Czas inkubacji hantawirusa wynosi od jednego do ośmiu tygodni. W przypadku wykrycia poważnej choroby zakaźnej, osoby podróżujące są zamykane w swoich kabinach, a wejścia do nich mogą być dodatkowo zabezpieczone śluzami. Przebywający na statku są lub będą prawdopodobnie poddawani regularnym testom na obecność wirusa, nawet co kilka dni.

Podczas pandemii COVID-19, gdy polski lekarz pracował na statku pod banderą National Geographic, testy wykonywano co tydzień, niezależnie od długości pobytu na morzu. — Testowanie odbywało się bezwzględnie co tydzień, nawet jeżeli przez miesiąc znajdowaliśmy się na oceanie — opowiada. W najtrudniejszym okresie pandemii jedna z grup załogi nie mogła zejść na ląd przez dziewięć miesięcy.

W sytuacji, gdy stan zdrowia któregoś z chorych ulegnie znacznemu pogorszeniu, przewidziano możliwość ewakuacji drogą powietrzną. — Każdy statek ma na swoim pokładzie miejsce na lądowanie helikoptera. W sytuacji kryzysowej, gdy pacjent musi dostać się do szpitala, organizuje się taki transport — dodaje lek. Sebastian Borowicz-Skonieczny.

Na MV Hondius hospitalizacji wymagały cztery osoby, jednak pierwszy zakażony, siedemdziesięcioletni obywatel Holandii, zmarł jeszcze na pokładzie, a jego ciało przewieziono na brytyjskie terytorium Świętej Heleny. Jego żona, mająca sześćdziesiąt dziewięć lat, zmarła w szpitalu w Johannesburgu po zasłabnięciu na lotnisku w Republice Południowej Afryki. W tej samej placówce odnotowano również śmierć trzeciego obywatela Holandii.

Na rejs wybrało się łącznie 150 pasażerów oraz 70 członków załogi.

Wirus Andes – wyjątek wśród hantawirusów

Dr Karolina Pyziak-Kowalska, specjalistka chorób zakaźnych, w rozmowie z Medonetem zwraca uwagę, że w tym przypadku mamy do czynienia z jedynym hantawirusem, którego transmisja między ludźmi została potwierdzona. Zazwyczaj bowiem zakażenie następuje poprzez kontakt z gryzoniami, a nie między ludźmi.

— Wirus Andes wywołuje hantawirusowy zespół sercowo-płucny o śmiertelności sięgającej 35-40 proc. Przebieg choroby jest dwufazowy. Początkowo przez kilka dni dominują gorączka, bóle mięśni, bóle brzucha i biegunka. Jest to obraz niespecyficzny, łatwy do pomylenia z grypą lub infekcją przewodu pokarmowego. Następnie dochodzi do gwałtownego pogorszenia stanu klinicznego: rozwija się obrzęk płuc, wstrząs i niewydolność oddechowa. Niestety obecnie nie mamy leczenia przyczynowego, dlatego kluczowe znaczenie ma wczesne wdrożenie intensywnej terapii — wyjaśniała lekarka.

W Polsce również występują hantawirusy, jednak są to inne szczepy niż ten, który pojawił się na MV Hondius. Najczęściej spotykane są Puumala i Dobrava, które powodują gorączkę krwotoczną z zespołem nerkowym (HFRS). Jak podkreśla dr Pyziak-Kowalska, te odmiany zwykle przebiegają łagodniej, a śmiertelność, zwłaszcza w przypadku wirusa Puumala, jest niska.

Sebastian Borowicz-Skoneczny jest lekarzem rodzinnym, który ukończył studia medyczne na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie w 2019 r., a następnie przez cztery lata odbywał specjalizację z medycyny rodzinnej. Od 2022 r. pracuje na statkach wycieczkowych pływających pod banderą National Geographic.

 

źródło: medonet.pl

Copyright ©2026 Beskidy News


pełna wersja