Franciszek od roku mieszka w szpitalu. Jego historia pokazuje, że dramaty osób starszych nie kończą się wraz z wyjściem ze szpitala – czasem nigdy do niego nie dochodzi. "Za chwilę będzie obchodził pierwszą rocznicę pobytu u nas" – mówi w rozmowie z serwisem Medonet Krzysztof Zaczek, prezes Szpitala Murcki w Katowicach. Problem dotyczy tysięcy samotnych seniorów w Polsce.
Pan Franciszek trafił na oddział z poważnymi problemami neurologicznymi. Dziś jego stan nie wymaga już intensywnej hospitalizacji, lecz od miesięcy nie opuszcza murów szpitala. Powód? Nie ma dokąd wrócić. To przypadek, który – jak przyznaje prezes Zaczek – nie jest odosobniony. Pacjenci po udarach czy urazach, często bez kontaktu z rodziną, pozostają w placówkach znacznie dłużej, niż wymaga tego ich zdrowie.
– Jeśli pacjent nie ma bliskich, a kontakt z nim jest utrudniony lub nielogiczny, uruchomienie formalnej ścieżki, jak ubezwłasnowolnienie czy zgoda sądu na umieszczenie w placówce, trwa miesiącami. W tym czasie szpital nie może go po prostu wypisać – podkreśla Zaczek w rozmowie z Medonetem.
Problem nie tylko świąteczny
Wokół świąt regularnie powraca temat seniorów „podrzucanych” do szpitali przez rodziny. Jednak – jak zwraca uwagę prezes Szpitala Murcki – coraz częściej mamy do czynienia z osobami samotnymi lub bezdomnymi, których po prostu nie ma gdzie wypisać.
– W okresie świątecznym zjawisko to nieco się zmniejszyło, a raczej „tonie” w szerszym problemie. Największym wyzwaniem nie są sytuacje okresowe, ale przypadki, gdy pacjent przebywa u nas już prawie rok – mówi Zaczek.
Rozwiązaniem mogłoby być ubezwłasnowolnienie i przejęcie opieki przez instytucje społeczne. To jednak proces długotrwały i skomplikowany.
– Pacjent nie ma żadnej opieki, nie ma rodziny. Formalności trwają pół roku, to absolutne minimum. Przez ten czas nie możemy nic zrobić, bo nie ma wskazań do hospitalizacji – tłumaczy prezes. – Ale nie wystawimy pacjenta za drzwi. Nie odwieziemy go do pustego mieszkania. Teoretycznie możemy obciążyć go kosztami pobytu, ale to często osoby bez dochodów. Na wyegzekwowanie zapłaty nie ma szans.
Przerzucanie pacjentów i presja na łóżka
Szpitale niejednokrotnie próbują przerzucać pacjentów między oddziałami, by zwolnić łóżka. – Otrzymujemy zgłoszenia o pacjentach, którzy teoretycznie kwalifikują się na rehabilitację, ale w praktyce nie są w stanie z niej skorzystać. Oddziałom zależy na przepływie pacjentów, ale to rodzi kolejne problemy – ocenia Zaczek.
Narodowy Fundusz Zdrowia nie widzi tu swojego zadania. – Fundusz płaci tylko za świadczenia zdrowotne. Gdy nie ma wskazań do hospitalizacji, mówi: „to nie nasz problem”. Ale pobieranie opłat od osób bezdomnych czy bez dochodów to fikcja – przyznaje prezes.
Problem leży w przepisach i formalnościach. – Aby umieścić pacjenta w domu pomocy społecznej bez jego zgody, potrzebna jest decyzja sądu. Na tę zgodę czeka się miesiącami – tłumaczy Zaczek. – To wymaga współpracy placówki medycznej, opieki społecznej i wymiaru sprawiedliwości.
Koszty bez wyjścia
Roczny koszt utrzymania pacjenta, który nie wymaga już leczenia, ale nie ma dokąd pójść, to nawet 100 tysięcy złotych na zwykłym oddziale. Na oddziałach specjalistycznych kwoty idą w setki tysięcy, a nawet miliony.
Redakcja zwróciła się z pytaniami do Ministerstwa Zdrowia oraz Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Do czasu publikacji nie otrzymaliśmy odpowiedzi.
Samotność i bezradność pacjentów takich jak pan Franciszek pokazuje, że polski system opieki zdrowotnej i społecznej wciąż nie potrafi skutecznie rozwiązać problemu osób, które nie mają dokąd wrócić po leczeniu.
źródło: medonet.pl

