Menu

  • Wydarzenia
  • Sport
  • Biznes
  • Kultura
  • Zdrowie
  • Beskidy 112
  • Felietony
  • Przyroda
12.07.2025 20:07
Autor: RED.
Kategoria: Zdrowie

Tak wyglądają pierwsze objawy raka jelita. "Męczyłem się ponad rok"

Grzegorz Rozalski, pacjent, który zmierzył się z rakiem jelita grubego, otwiera się na temat swojego doświadczenia z chorobą i codziennych zmagań. W szczerej rozmowie z Medonetem przyznaje, że przez lata lekceważył ryzyko i unikał badań profilaktycznych. Gdy przyszło zderzyć się z diagnozą, rozpoczął trudną drogę ku uzdrowieniu. Ta historia to nie tylko opis walki z nowotworem, ale także podróż pełna refleksji i nauki życia na nowo.


Unikanie badań, złe nawyki i codzienny stres — wszystko to przez ponad dekadę sprawiało, że pan Grzegorz, mimo genetycznych predyspozycji do nowotworów, omijał kolonoskopię szerokim łukiem. Jak mówi, „ze strachu” unikał wizyty u lekarza, mimo że objawy narastały. Rok, w którym ignorował sygnały ciała, był dla niego punktem zwrotnym.

„Miałem krew na papierze toaletowym, biegunki pojawiały się po 20-30 razy dziennie. Czułem, jakby coś rosło w moim jelicie — niemal fizycznie odczuwałem obecność guza. A mimo to zwlekałem, nie potrafiłem zmusić się, by pójść do lekarza” — przyznaje na łamach Medonetu. Momentem przełomowym była interwencja kuzyna, który nakłonił go do wizyty w przychodni. Badanie potwierdziło obawy. To było "uderzenie młotem". Rak jelita grubego — diagnoza, która doprowadziła do hospitalizacji i rozpoczęcia leczenia.

Podczas pierwszej wizyty na oddziale onkologii, jak wspomina pan Grzegorz, jego obawy znalazły potwierdzenie w słowach lekarza: „Obawiam się, że to nie hemoroidy”. Wtedy wyraźnie zrozumiał — za ignorowane latami objawy odpowiedzialny był nowotwór.

„Pierwszy lekarz powiedział do mnie wtedy: »Pan wie, co sobie wyhodował?«. Mogłem tylko przytaknąć — mówi pan Grzegorz, nazywając diagnozę początkiem prawdziwego koszmaru.

Choć leczenie radioterapią i chemioterapią zostało szybko wdrożone, pacjent początkowo nie podołał presji. Jedna z takich chwil załamania wymagała interwencji rodziny, która zmobilizowała pana Grzegorza do kontynuacji terapii. Po pokonaniu pierwszego etapu leczenia zaplanowano wycięcie resztek jelita i wyłonienie stomii — procedury, która mogłaby wyeliminować ryzyko nawrotu choroby. Jednak podczas operacji nastąpił niespodziewany zwrot akcji. Zmiany nowotworowe okazały się bardziej rozległe, niż sądzono, co zmusiło lekarzy do wycofania się z pełnej resekcji.

„Zaszyli mnie z wiadomością, że nic nie mogli zrobić. Byłem załamany. I nagle wydarzyło się coś, co trudno wyjaśnić. W czasie kontrolnych badań lekarz powiedział: »Gratuluję, to wszystko ustąpiło«. Rak dosłownie się wchłonął” — wspomina.

Pan Grzegorz podkreśla, że jego historia jest pełna momentów zwątpienia, ale także nauki akceptacji. „Moja choroba nauczyła mnie, jak naprawdę żyć” — mówi, dodając, że nawet nadał jej imię: Czesio. To właśnie „Czesio” pomógł mu zrozumieć, jak ważne jest czerpanie radości z codzienności. Dziś zajmuje się między innymi ogrodem oraz rozwija nowe pasje, takie jak szycie.

„Każdy pacjent ma prawo wyboru swojej drogi, ale kiedy człowiek ciągle myśli o śmierci, przestaje żyć w pełnym tego słowa znaczeniu” — podsumowuje.

Źródło: Medonet

Copyright ©2026 Beskidy News


pełna wersja